Rozdział 2-Problematyczne drużyny. Menadżerki bez nadziei.
Eviss
Dziewczyna patrzyła na trening drużyny. Notowała co trzeba poprawić. Trochę denerwował ją ich styl gry. No, ale taką sobie szkołę wybrała. Westchnęła i na chwile straciła koncentrację.Po chwili poczuła jakby pocisk, który poleciał w jej głowę. Oberwała piłką.
-Aaa...-powiedziała tylko tyle zlatują z ławki. Było widać tylko jej nogi reszta ciała była na ziemi. Gdy już trochę ochłonęła zaczęła rozmasowywać swoje zielone włosy.
-Menadżerko Avis-to dało się słyszeć w całej sali. Byli zbyt skoncentrowani na tych zawodach niż treningu.
-Je vis! (fr. Żyję!)-powiedziała siadając.
-Prosimy to japońsku!-powiedzieli razem. Nikt nie zrozumiał tego co powiedziała.
-Emm... Żyję-powiedziała jeszcze raz zastanawiając się jak, to powiedzieć po takiemu jakiemu chcieli. Szybko się uczy, ale miała małe problemy z przestawieniem się na inny język.
-To dobrze, a teraz wracamy do treningu. A ty lepiej skup się na nim-powiedział kapitan kręcą na to głową. Dziewczyna tylko kiwnęła głową i znowu skupiła się na grze zawodników. Miała dziwny mętlik w głowie. Może to przez tą całą naukę by dogonić resztę w swojej mowie.Wciąż musi pracować nad nauką znaków.
Liczyła, że przyniosą zgody. Sama miała nie małą drogę do przejścia za swoim ojcem.
-Proszę tato muszę pojechać-siedziała w kuchni i błagała ojca. Ten patrzył na nią badawczo.
-Niby czemu? Poradzą sobie bez ciebie-był tego pewien.
Ojciec Kushiny to rudowłosy mężczyzna w średnim wieku. Jego całym światem była córka. Znał Akashi'ego, ale jak to facet, nie ufał mu w żadnym stopniu.
-Bo jestem ich menadżerem. I każdy musi tam być-powiedziała pewna siebie.
Cieszył się, że dziewczyna nadal jest w tym, co kocha, nawet jako menadżer. Po tym argumencie się ugiął. Po pisał tę nie wielką kartkę
-Masz i pilnuj się Sokoła-cudowne przezwisko Akashiego nadane przez byłego koszykarza. Na dodatek światowej sławy.
-Dziękuje tatusiu-uściskała go i poleciała robić lekcje. Wiedziała czym go przekonać. Na jednej ze ścian zobaczyła zdjęcie swoje i białowłosej przyjaciółki.
-Nie długo znowu się spotkamy, Natsu-chan-mruknęła do zdjęcia i zaraz zniknęła w swoim pokoju.
Kushina
Liczyła, że przyniosą zgody. Sama miała nie małą drogę do przejścia za swoim ojcem.
-Proszę tato muszę pojechać-siedziała w kuchni i błagała ojca. Ten patrzył na nią badawczo.
-Niby czemu? Poradzą sobie bez ciebie-był tego pewien.
Ojciec Kushiny to rudowłosy mężczyzna w średnim wieku. Jego całym światem była córka. Znał Akashi'ego, ale jak to facet, nie ufał mu w żadnym stopniu.
-Bo jestem ich menadżerem. I każdy musi tam być-powiedziała pewna siebie.
Cieszył się, że dziewczyna nadal jest w tym, co kocha, nawet jako menadżer. Po tym argumencie się ugiął. Po pisał tę nie wielką kartkę
-Masz i pilnuj się Sokoła-cudowne przezwisko Akashiego nadane przez byłego koszykarza. Na dodatek światowej sławy.
-Dziękuje tatusiu-uściskała go i poleciała robić lekcje. Wiedziała czym go przekonać. Na jednej ze ścian zobaczyła zdjęcie swoje i białowłosej przyjaciółki.
-Nie długo znowu się spotkamy, Natsu-chan-mruknęła do zdjęcia i zaraz zniknęła w swoim pokoju.
Natsuko
Stała na sali uśmiechnięta zabierając zgody. Zawodnicy mieli jeden dzień na to i się wywiązali. Nawet Taiga.
Nagle dyrektor wpadł do sali, a zanim nowy zawodnik, który wczoraj wyśmiali.
-Mogę wiedzieć dla czego się z niego śmialiście?-spytał dyrektor Natsuko. Tą zatkało, ale szybko zjawiła się Aida.
-No nie chciał wypełnić wyzywania i źle zrozumiał jak nasza drużyna gra. Jeśli wie to proszę-powiedziała patrząc z przekąsem. Shiromi pobiegła po brata i opiekuna tego klubu.
-Wasza gra opiera się na Kagami-senpai i Kuroko-senpai-po tych słowach był słychać męski śmiech od drzwi.
-Sensei! -krzynęli wszyscy.
-Aniki!- powiedziałam Natsuko
-Aniki!- powiedziałam Natsuko
-Gdyby tak było, inni by nie rozwijali swoich talentów.-wskazał palcem na Natsuko. -Zagraj z nią jeden na jeden.
-Że niby co?!-nie dowierzał, że jakaś dziewczyna, może z nim grać .
-A co? Boisz się?-Jej oczy płonęły żywym ogniem. Była już gotowa z piłką w ręce. Nie grała na pełnych obrotach od gimnazjum, ale powinna dać radę z żółto dziobem.
Cała drużyna i dyrektor patrzyli na ten pojedynek ze zdziwieniem. Tylko Kagami i trzy inne osoby wiedzieli jak gra.
- Możesz zacząć- podała mu piłkę. Gdy zrobił pierwsze kroku, już po chwili nie miał już piłki. Wtedy w mig zdobyła pierwsze punkty. Kiedy dziewczyna miała już bynajmniej piąty kosz z rzędu, chłopak już w geście desperacji, dosłownie biegł w kierunku białowłosej. Ona myślała, że po prostu go ominie, ale w chwili, kiedy miała to zrobić, on po prostu ją pchnął brutalnie na płytę boiska.Wtedy zdobył piłkę i ledwo rzucił do obręczy. Rzecz jasna dziewczyna nie dała za wygraną i szybko po ponownym wstaniu ruszyła do piłki. Natsuko sprawnie zdobyła kolejny kosz i zaczynała się nudzić. Przy 10 koszu Natsuko usłyszała tylko:
- Możesz zacząć- podała mu piłkę. Gdy zrobił pierwsze kroku, już po chwili nie miał już piłki. Wtedy w mig zdobyła pierwsze punkty. Kiedy dziewczyna miała już bynajmniej piąty kosz z rzędu, chłopak już w geście desperacji, dosłownie biegł w kierunku białowłosej. Ona myślała, że po prostu go ominie, ale w chwili, kiedy miała to zrobić, on po prostu ją pchnął brutalnie na płytę boiska.Wtedy zdobył piłkę i ledwo rzucił do obręczy. Rzecz jasna dziewczyna nie dała za wygraną i szybko po ponownym wstaniu ruszyła do piłki. Natsuko sprawnie zdobyła kolejny kosz i zaczynała się nudzić. Przy 10 koszu Natsuko usłyszała tylko:
-To ostatni kosz zanim Cię pogrążę-powiedział kozłując. Dzieciak ustawił się już do obrony, ale ona nie podeszła tylko rzuciła sprawnie trójkę. Zaraz wróciła do reszty drużyny i zostawiła go samego zdziwionego na boisku.
-Jak to w ogóle możliwe?!-spytał się patrząc na dziewczynę.
-Ta tu oto tu pannica była jedną z najlepszych zawodniczek koszykówki w Mokusei Chuugakko-powiedział straszy Shiromi. Jej brat podobnie jak ona miał białe włosy, lecz on posiadał zielone niczym świeża trawa oczy.
-Co?! Należała do szkoły z drużyną równym Pokoleniu Cudów-uciekł z sali z przerażenia.
-Co?! Należała do szkoły z drużyną równym Pokoleniu Cudów-uciekł z sali z przerażenia.
A Shiromi Yuusuke, nauczyciel geografii, oberwał w łeb. A od kogo? Oczywiście od siostry.
-To było okrutne.- potem na sali wybuchły śmiechy wszystkich
Kushina
Cały dzień w szkole czekała na zgody. No, ale nadzieja matką głupich. Teraz stała wnerwiona przed całą drużyną. Co prawda brakowało Akashiego, z nim pogada później. Najpierw się z nimi rozprawi.
-Proszę o ładne wyjaśnienie, czemu nie macie zgód.- Milczeli cały czas- A wiedzie co? Słyszałam, że liceum Sairun ma potworne treningi. Nie fajnie by było, gdybyśmy gorzej od nich wyszli, prawda? Dlatego podwoimy, nie, potroimy Wasz trening-powiedziała z żyłką na czole. Gdy westchnęła nagle przed jej pomarańczowymi oczami pojawiła się mała kartka. Podpisana przez wychowawce. -Czyje to?-spytała mając papierek w ręce. Nie mogła odczytać kogo.
-Moje-odezwał się głos obok niej. Był to kapitan drużyny gotowy na trening. Drużyna oniemiała na jego widok i nie tylko oni. Kushina też widząc czerwonowłosego. Nie miał już tamtej miny potwora. Widziała teraz chłopaka, którego poznała kilka lat temu. W głębi duszy stęskniła się za nim.. A on, nie tylko zrozumiał co zrobił źle, ale chciał to naprawić. Pierw zacznie od podejścia drużyny do sportu. Kuroko i Kagami otworzyli mu na to oczy. Zwycięstwo nie jest najważniejsze, ale więzi i podanie się czasem drużynie. Tak samo jak agresywna gra przynosi tylko osłabienie silnego przeciwnika. Miał dużo do zrobienia. A reszta, przeprosili i obiecali przynieść zgody na jutro. Po czym, na chwile mieli wolne. Do czasu, kiedy menadżerka i kapitan przestali rozmawiać na temat treningu. Od razu wiedzieli, że plan tych dwojga źle się skończy, zwłaszcza dla nich. Podczas biegów wokół szkoły, rozmawiali na temat dziewczyny, bo zauważyli, że w ogólnie nie ćwiczyła na w-f'ie, więc czemu akurat ona dostała tę role. Gdy robili okrążenia, czerwonowłosy im się przyglądał, a zaraz pojawiła się za nim jego koleżanka
- Dobrze, że wróciłeś, Akashi. Wszyscy się za Tobą stęsknili- Po czym się odwrócił w jej stronę. Stała tak uśmiechnięta. Podeszła do niego i ciągnęła ze swojej szyi jedną, bardzo ważną rzecz, lecz szybko Kushina przełożyła przez głowę chłopaka- To chyba coś Twojego, ja go tylko przechowałam, ale teraz musi wrócić na swoje miejsce- mówiła o gwizdku, tylko nie o byle jakim, tylko specjalnym gwizdku, który był używany przez Akashi'ego od gimnazjum. Dostał go od swojej matki. Była to ostatnia po niej pamiątka. Nie korzystał z niego od początku Winter Cup'u, bo myślał, że on nic nie znaczy. Jednak teraz da mu jeszcze większej siły do działania.
- Dziękuję, Kushina- kiedy ostatnio ona usłyszała te słowa z jego ust. Zarumieniła się lekko. Niestety ich pogawędka nie trwałą długo, ponieważ inni już skończyli robić kółka i wrócili po następne ćwiczenia. Kushina za to usiadła na ławce, teraz nie musiała pilnować, czy robią wszystko. Przeglądała teraz swoje zdjęcia w telefonie, kiedy spojrzała na zdjęcie sprzed prawie 5 lat. Znajdowały się na nim dwie postacie. Jedną z nich była rzecz jasna posiadaczka, a druga miała śnieżno białe włosy.
- Dobrze, że wróciłeś, Akashi. Wszyscy się za Tobą stęsknili- Po czym się odwrócił w jej stronę. Stała tak uśmiechnięta. Podeszła do niego i ciągnęła ze swojej szyi jedną, bardzo ważną rzecz, lecz szybko Kushina przełożyła przez głowę chłopaka- To chyba coś Twojego, ja go tylko przechowałam, ale teraz musi wrócić na swoje miejsce- mówiła o gwizdku, tylko nie o byle jakim, tylko specjalnym gwizdku, który był używany przez Akashi'ego od gimnazjum. Dostał go od swojej matki. Była to ostatnia po niej pamiątka. Nie korzystał z niego od początku Winter Cup'u, bo myślał, że on nic nie znaczy. Jednak teraz da mu jeszcze większej siły do działania.
- Dziękuję, Kushina- kiedy ostatnio ona usłyszała te słowa z jego ust. Zarumieniła się lekko. Niestety ich pogawędka nie trwałą długo, ponieważ inni już skończyli robić kółka i wrócili po następne ćwiczenia. Kushina za to usiadła na ławce, teraz nie musiała pilnować, czy robią wszystko. Przeglądała teraz swoje zdjęcia w telefonie, kiedy spojrzała na zdjęcie sprzed prawie 5 lat. Znajdowały się na nim dwie postacie. Jedną z nich była rzecz jasna posiadaczka, a druga miała śnieżno białe włosy.
-Może zadzwonię do niej albo nie, przecież to prze nią to się stało-powiedziała cicho i patrzyła na drużyną.
Eviss
Zielono włosa jak zawsze uczepiła się Midorimy i Takano. Szła i cicho powtarzała słówka japońskie i mówiła je po francusku, aby zapamiętać co to.
-Evi-chan. Co robisz?-Takono był zaciekawiony i spojrzał jej przez ramię. Kiedy zobaczył jakie zdania tam są, od razu się wycofał. Nie rozumiał co to znaczy i jak w ogóle można to wymówić.
-Uczę się. Nadal mam problem z japońskim-mówiła z tym swoim uroczym uśmiechem i akcentem. Kiedy zobaczyła brata pożegnała się z kolegami i zaczęła błagać go o coś. Nie patrzyli gdzie idą i wpadli na dziewczynę idącą w przeciwną stronę. Eviss zaciekawił jej wygląd. Ciemne oczy wpadające w szary i białe włosy w warkoczu. Dziewczyna szybko przeprosiła i poleciała przed siebie. Śpieszyła się. Nie zwróciła nawet uwagi na dwójkę koszykarzy z Shuutoku.
-To mundurek damski Seirin, nie?-spytał się brunet patrząc za dziewczyną.
-Tak, ale ją skądś kojarzę.-mruknął i poszedł przed siebie. Nawet nie zastanawiał się gdzie ją widział, strata czasu.
Francuskie rodzeństwo szybko się pozbierało. Avre zaraz znalazła się koło kolegi z klasy. Miała w ręce komórkę dziewczyny, która wypadła, kiedy się zderzyli.
Francuskie rodzeństwo szybko się pozbierało. Avre zaraz znalazła się koło kolegi z klasy. Miała w ręce komórkę dziewczyny, która wypadła, kiedy się zderzyli.
-Z jakiej szkoły to mundurek, bo mam coś jej-powiedział wskazując na białą komórkę z przywieszką króliczka.
-Seirin. Pójdę tam jutro z tobą-chętnie się dowie kim ona jest.
~~~~~~~~~
Moja kolej na przedstawienie się. Jestem Natsu. Większość powiedziała Kushi więc ja tylko życzę miłego czytania i dawania nam chęci do tej historii. No cóż ja tu zajmuję się głównym wątkiem historii i ja prowadzę relacje między bohaterami. Już planuję śmi... Ups nic nie powiem (Natsu)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz